Translate

sobota, 18 marca 2017

BUSY WEEKS

Ostatnie tygodnie były dla mnie czymś w stylu beczki pełnej wody. Mimo moich starań za nic się nie opróżniała.
Dużo myśli, pomysłów, planów na głowie, a głównym powodem mojego zarobienia stała się szkoła.
Sprawiła ona, że jakiekolwiek myśli o opuszczeniu domu, by oderwać się od podręczników i zeszytów były wręcz niemożliwe.
Wszelkie sprawdziany, kartkówki czy pytania zapisywane w moim kalendarzu nie miały końca.
Później nadeszły długo wyczekiwane urodziny, jak się okazało nie tylko moje.



Co do moich urodzin - odprawiłam najlepsze dotychczas przyjęcie w moim życiu. Pojawiły się najbliższe mi osoby, a moja mama jak zwykle przyrządziła znakomite jedzenie, które wychwalali moi goście.
Prezenty, które  otrzymałam były wspaniałe, a mówiąc szczerze nie spodziewałam się takich niespodzianek.
Dostałam torebkę, o którą długo się prosiłam. Nową lokówkę, dzięki której moje naturalne włosy z odrobiną podkręcenia będą wyglądać dużo lepiej, a nie będą musiały być torturowane prostownicą. 
Dużo świetnych kosmetyków, z czego mój tata nie był do końca zadowolony, karty podarunkowe i całkiem sporą sumę funduszy. 
Mam zamiar wykorzystać to dobrze i nie do końca wyrzucić wszystko w galerii jak to często bywa.
W ten dzień
oficjalnie moje zmagania ze słodkościami nie powiodły się. Masa czekolad, ciast, babeczek od znajomych i przyjaciół, zmusiła mnie do zrobienia wyjątku. Ten wyjątek trwał aż do sobotniej imprezy, czyli 3 dni, ale chyba wolę o tym już zapomnieć.
Na pewno znajdzie się tutaj garstka ludzi, która chce się odżywiać zdrowo, ale przez małe przerwy na batona, fastfoody albo pyszną pizze, chwilowo to zawiesza.
Tak jest w moim przypadku, ale staram się jak najszybciej wracać do ograniczania ilości niezdrowego jedzenia.
Mobilizacja, ruch i brak wyjątków!

Za 2 tygodnie mijają 2 miesiące odkąd nie mogę uprawiać sportu. Mam skrytą nadzieję, że nie dostanę kolejnego zwolnienia ze względu na kontuzję kolana i wrócę do aktywnego trybu życia, który jest dla mnie bardzo ważny.
Pierwszą rzeczą którą zrobię na początku kwietnia, to będzie wykupienie karnetu na fitness. Nadrobię te stracone miesiące! W końcu lato już niebawem, a sylwetka sama się nie ukształtuje. Nawiązując do lata. 
Mamy marzec, a kwiecień zbliża się wielkimi krokami. Do końca roku szkolnego pozostało tylko 3,5 miesiąca.
To niewiarygodne, jak ten czas szybko płynie. Zanim się obejrzę, będą już wakacje i słońce będzie mnie budziło rankiem oświetlając moją buzię. Tak nie mogę się tego doczekać!
Jedno zmartwienie, które mnie prześladuje to właśnie to tempo upływającego czasu. Dopiero co przyszłam na rozpoczęcie roku w szkole. Tak nie ubłagalnie prędko leci czas, że nie wyobrażam sobie co będzie w następnym. Kiedy będę świadoma, że o ostatni rok z moją cudowną klasą. Aczkolwiek nie ma co się użalać. Żyjemy tu i teraz, w końcu tego dotyczy dzisiejszy wpis. 

Wszystko zaczyna nabierać kolorowych barw. Jak przez dłuższy czas miałam trudny okres, tak teraz jest zupełnie na odwrót. Nie zważając na moje mało fascynujące zajęcia podczas dnia, na mojej twarzy widnieje szczery uśmiech, który niedawno ciężko było ze mnie wydobyć. 
a propos moich dni. Każdy z nich wyglądał niemalże identycznie
Rano wstaję i wszystko robię tak mozolnie, że spokojnie prześcignąłby mnie żółw. Mój sposób na dobry dzień to muzyka. Gram, śpiewam i słucham jej non stop. Myjąc zęby, jadąc i wracając ze szkoły, ucząc się. Po prostu wszystko toczy się wokół jednej prostej rzeczy.
Po powrocie ze szkoły miałam chwilę odpoczynku, jadłam obiad, a tuż zaraz po jego skonsumowaniu rozpisywałam listę rzeczy do zrobienia na resztę dnia. Nie widziałam na niej końca.
Kiedy trzeba było uczyłam się nawet po kilka godzin. Niejednokrotnie zasypiałam z głową w książkach. W międzyczasie znajdywałam chwilkę na sprawdzenie powiadomień w telefonie i na małą kolację. 
Tak wyglądały moje ostatnie 3 tygodnie. Nie wliczam w to dodatkowego angielskiego, na którym moja nauczycielka postanowiła zrobić również testy i kartkówki, dokładnie w tym samym czasie. 
Dochodziły  jeszcze obowiązki domowe i inne sprawy wymagające nagłego oderwania się od wykonywanej czynności. 

2 razy w semestrze jest taki okres, w którym wszystko dzieje się w jednym momencie, co jest wyczerpujące. Na szczęście pozostał jeden test i parę kartkówek do końca tych pracowitych tygodni, a nawet już teraz wracam do żywych. Przynajmniej tak można to ująć.
Jednak dzięki moim sprawdzającym się sposobom na naukę, zdołałam wszystko napisać na satysfakcjonujące stopnie. Ale o tym kiedy indziej wspomnę.

Wieczory zaczynają wracać do normy. Nadrabiam mój ukochany serial bez zmartwień, że miałam w tym czasie zakuwać do szkoły. 
Oby tak było przez dłuższą chwilę!

A jak Wam upływają Wasze ostatnie tygodnie? :)






























                                  Całusy
                                         Klaudia

Brak komentarzy: